Program
lojalnościowy
4,9/5 Nasza ocena
na Opineo
Punkty odbioru rowerów
Dostawa gratis w 24h
Polska marka, która chce ubrać Cię od stóp do głów za ułamek ceny włoskiego premium – czy taki komplet naprawdę broni się na treningu i w upalne dni? Przez końcówkę maja i cały czerwiec jeździłem w linii Eyen Gain: spodenki, koszulka, rękawiczki i buty, a do tego kask, okulary i skarpety tej samej marki. Wszystko na szosie, w pełnym sezonowym upale. Najwięcej uwagi poświęcam czterem produktom z rdzenia linii – bo to one decydują, czy cały komplet ma sens.

Czas trwania testu: ok. 6 tygodni (koniec maja – koniec czerwca)
Intensywność testu: 4–6 wyjść tygodniowo — poranne dojazdy do pracy, treningi wg planu (interwały, tempa, baza) oraz dwa dłuższe weekendowe wypady
Przebieg: ~1200 km, w 100% asfalt
Pora roku i warunki: od chłodniejszych poranków ~11–13°C końca maja, przez typowe 20°C, po czerwcowe upały dobijające do 32°C — przez cały test sucho i gorąco
Sprzęt: Felt FR Advanced, hamulce tarczowe, pedały w standardzie 3-punktowym
Typ roweru: lekka, wyczynowa szosa
Cały komplet, który widzicie na zdjęciach, to wydatek rzędu 1970 zł za siedem elementów. Dla porównania: za tę kwotę u marek pokroju Assosa kupicie dobre spodenki i jedną koszulkę. I tyle. To jest punkt odniesienia, który będę powtarzał, bo Eyen Gain gra właśnie w tej lidze – chce dać kompletny strój za cenę dwóch elementów konkurencji.
Wziąłem wersję z czarnym strojem i białymi dodatkami: białe buty, biały kask i białe skarpety. To jeden z najpopularniejszych i najbardziej klasycznych układów kolorystycznych na szosie – czerń stroju wyszczupla sylwetkę i komponuje się ze wszystkim, a biel butów i skarpet jest znakiem rozpoznawczym peletonu od dobrych kilkunastu lat.
Cztery filary linii Gain – koszulka, spodenki, rękawiczki i buty – to rdzeń tego testu i im poświęcam najwięcej miejsca. Kask, okulary i skarpety omawiam na końcu, krótko, bo to dodatki dopełniające stylizację.
Całą serię w jednym miejscu znajdziecie tutaj: odzież Eyen Gain – testowałem jej szosową część w czerni.

Zacznę od elementu, który zaskoczył mnie najbardziej pozytywnie. Koszulka Gain 3.0 to 88% poliestru i 12% elastanu, krój dopasowany, materiał perforowany na całej powierzchni. Brzmi jak każda inna koszulka za dwie stówy — ale diabeł siedzi w szczegółach.
Najpierw rękawy, bo to ich konstrukcja robi różnicę. Eyen zrobił je bezszwowo, z wstrzykiwanym na etapie produkcji silikonem, dzięki czemu przylegają do ramienia jak rękaw aero z półki 400+ zł i nie podwijają się.
Na tempówkach po płaskim, w pozycji na dolnym chwycie, nie miałem ani razu efektu „balonu" na bicepsie. To jest realna, wyczuwalna różnica względem zwykłej gumki z silikonową kropką, jaką znajdziecie w tańszych modelach. Rękawy lekko trzymają mięsień, ale nie uciskają – po kilku godzinach nie zostawiają śladów.
Sam materiał to mocna strona tej koszulki. Perforowana struktura świetnie oddycha i błyskawicznie schnie – po spoconym, godzinnym interwale w upale wieszałem ją wieczorem, a rano była sucha. Jest elastyczna w czterech kierunkach, więc układa się na plecach bez fałd, ma ochronę przeciwsłoneczną i jest odporna na mechacenie, czyli nawet po kilkunastu praniach wygląda jak nowa. Panele boczne są z osobnej, jeszcze bardziej przewiewnej dzianiny – to one odprowadzają najwięcej potu pod pachami i na żebrach. Kołnierz jest niski i miękki, nie ociera szyi przy pochyleniu.
Krój jest wyścigowy: krótszy przód, wyraźnie dłuższy tył. Na pochylonej pozycji plecy są zakryte, a z przodu nie zbiera się nadmiar materiału. Bezszwowe wykończenie przednich paneli ogranicza ryzyko podrażnień, a dół trzyma elastyczna taśma – przez 1200 km ani razu nie musiałem poprawiać koszulki w trasie.

Sercem funkcjonalności są kieszenie: trzy otwarte plus jedna zamykana na zamek, wszystkie wzmocnione taśmą. Włożyłem do bocznej dwa żele, baton i klucz, do środkowej telefon — nic się nie rozciągnęło, nic nie obijało. Kieszeń na suwak domyka się na tyle pewnie, że schowałem tam kartę i gotówkę na 160-kilometrowy wypad i zapomniałem o nich.
Jedna praktyczna uwaga: zakres komfortu to „powyżej 17°C" i to nie marketing – to koszulka stricte letnia. Przy porannych 12°C końca maja na zjazdach przydawał się rękaw albo kamizelka. Na to, do czego jest stworzona, czyli ciepło i upał, sprawdza się znakomicie. Co istotne, koszulka jest szyta w Polsce – i widać to w jakości wykończenia szwów oraz kieszeni.

Najdroższy element odzieżowej części linii i jednocześnie ten, w którym siedzi najwięcej technologii. Materiał jest włoski, czterokierunkowo elastyczny, z drobną siateczką na górze i lekką kompresją na udach, która daje wyczuwalne wsparcie mięśni na dłuższych tempach, a jednocześnie nie ściska tak, żeby odcinać krążenie. Spodenki dają pełne krycie — nawet w mocno pochylonej pozycji materiał nie prześwituje, co przy czerni bywa różnie u tańszych modeli.
Bardzo dobrze rozwiązano dwa detale, które na dłuższych wyjazdach potrafią uprzykrzyć życie. Pierwszy to silikonowe ściągacze w nogawkach – przez całe sześć tygodni nie zsunęła mi się ani jedna nogawka, nawet w upale, gdy noga była mokra od potu (ten silikonowy, kropkowany lapacz widać na zbliżeniu uda). Drugi to szelki z mikro-otworami, które realnie wentylują plecy i nie wrzynają się w ramiona – po czterech godzinach w siodle nie zostawiały bolesnych śladów.
Najważniejszy jest jednak środek. Wkładkę dostarcza włoski Elastic Interface – ta charakterystyczna, jasnoniebieska poducha, którą rozpoznacie od razu i którą znajdziecie w spodenkach dwa, trzy razy droższych.
To nie jest anonimowa pianka, tylko wielowarstwowa konstrukcja z dwóch gęstości poliuretanu (miększa w strefie kości siedzeniowych, twardsza jako baza), z anatomicznym kanałem odciążającym i deklaracją komfortu nawet do 8 godzin jazdy. Trzymam się tego, co sam wyjeździłem: na dystansach do ~4 godzin wkładka spisała się bardzo dobrze – siedzi anatomicznie, dobrze odprowadza wilgoć, krawędzie nie ocierają, a po całym dniu w upale skóra pozostawała sucha. Jak na spodenki za 400 zł to poziom, którego naprawdę nie ma co krytykować, a sama wkładka jest argumentem numer jeden za tym modelem.

Jedna rzecz, którą trzeba wiedzieć przed zakupem: krój jest wyścigowy i mały. Producent sam sugeruje wybór większego rozmiaru i podpisuję się pod tym – żeby wkładka pracowała tak, jak ma, spodenki muszą przylegać ciasno i równo. Przymierzcie albo bierzcie o numer większe, a będą leżeć idealnie. I tu kolejny atut: spodenki są szyte w Polsce, a jakość szwów i taśm wykończeniowych jest na to dowodem.
Gdybym miał wskazać jeden produkt z tego testu, który kupiłbym za własne pieniądze bez sekundy wahania, to są to właśnie te rękawiczki. W części chwytnej, podobnie jak w spodenkach, pracuje wkładka Elastic Interface – tu w wersji dwuwymiarowej – wsparta rozciągliwym, chwytnym materiałem EVO Grip.

Miękka wkładka chwytna jest cienka i mądrze rozłożona – dokładnie tak, jak lubię na szosie: jest jej dość, żeby tłumić wibracje od owijki na dłuższych tempach, ale nie tak grubo, żeby zabić czucie kierownicy. Dłoń czuje hamulec i manetkę, a po dwóch godzinach na dolnym chwycie nie drętwieje. Na zbliżeniu wnętrza dłoni widać ten oszczędny, przemyślany układ.
Wierzch to cienka, czterokierunkowo elastyczna dzianina z gęstą perforacją — w czerwcowym upale dłoń się nie gotowała, a materiał szybko odprowadzał pot na zewnątrz. Ma też ochronę przeciwsłoneczną i nie mechaci się po praniach. Konstrukcja jest bezszwowa i mocno przylegająca, więc nie ma gdzie narobić odcisków.
Prawdziwym majstersztykiem jest jednak ukryty, zgrzewany termicznie mankiet bez rzepa. Żadnej sztywnej taśmy uciskającej nadgarstek, żadnego rzepu, który po sezonie przestaje trzymać i strzępi się przy praniu — wsuwasz rękawiczkę i jedziesz. Do tego dwa zaczepy ułatwiające ściąganie spoconych rękawiczek po długiej trasie, kiedy materiał klei się do skóry.
To rozwiązania, które jeszcze niedawno były zarezerwowane dla topowych modeli za 200+ zł. Rękawiczki, tak jak koszulka i spodenki, są wyprodukowane w Polsce. Określiłbym tę rękawiczkę jako model typowo letni, na ciepło i upały – i w tej roli jest dla mnie wzorowy. Naprawdę trudno mi się przyczepić do czegokolwiek w tej cenie.

Flagowiec linii i najdroższy pojedynczy element, więc i wymagania miałem najwyższe. Podeszwa z czystego karbonu, grubość 4,5 mm, sztywność deklarowana na 15 w 15-stopniowej skali Eyena. Od razu doprecyzuję, żeby było rzetelnie: to wewnętrzna skala marki, więc nie porównujcie tej „15" jeden do jednego z indeksami Shimano czy Specialized – to inne metodologie pomiaru.
Co jednak najważniejsze, w odczuciu podeszwa jest naprawdę sztywna i to się przekłada na jazdę. Na sprintach i krótkich, mocnych podjazdach nie czułem ugięcia – cała siła z nogi idzie w pedał, a nie w zginanie buta. Dzięki cienkiej podeszwie stopa siedzi nisko nad osią pedału, co poprawia czucie i efektywność każdego obrotu korbą.
Po dwóch godzinach mocnego tempa nie miałem „gorących punktów" pod śródstopiem – zasługa formowanej, wyjmowalnej wkładki EVA, która równo rozkłada nacisk i wspiera łuk stopy.
Cholewka to trójwarstwowa dzianina nylonowa z mocną perforacją i wentylowanym językiem. W upał stopa oddychała rewelacyjnie – to jeden z lepiej wentylowanych butów, jakie miałem latem na nodze, a po dłuższym podjeździe w słońcu nie czułem, żeby stopa „pływała" w pocie. To konstrukcja stricte na ciepły sezon, wiosna-lato, i w takich warunkach sprawdza się znakomicie. Anatomiczny kształt cholewki pewnie trzyma piętę – przy mocnym pociągnięciu w górnym zakresie obrotu nie czułem, żeby pięta uciekała.

System zapięcia to dwa niezależne pokrętła z żyłką marki Atop – osobno reguluje się docisk w górnej części, osobno na śródstopiu, więc można dopasować but do kształtu stopy. Działają pewnie: regulacja jest dwustrefowa, pięta trzymana stabilnie, a w trasie pokrętła nie poluzowały się ani razu przez całe 1200 km. Jestem przyzwyczajony do BOA i owszem, obsługa Atopa jest odrobinę inna (luzowanie przez pociągnięcie pokrętła zamiast klikania w obie strony), ale trzyma i spełnia swoją rolę bez zarzutu – dla zdecydowanej większości jeżdżących będzie to bez znaczenia. Miły dodatek: w zestawie jest worek transportowy, który ochroni buty w torbie albo poza sezonem.
Kompatybilność: standard 3-punktowy (SPD-SL), więc bez problemu wpiąłem je w pedały szosowe, które widać na zdjęciach. Wpięcie i wypięcie bez niespodzianek. Cena 599,99 zł stawia je w jednym szeregu z butami szosowymi pokroju Fizik Vento Omna czy DMT KR4 i taniej niż Shimano RC7 – a sztywnością i wentylacją Gain Pro w tym towarzystwie naprawdę nie odstają. Biała wersja domyka też sezonowy, klasyczny look całego kompletu.

Tu krótko – to dodatki dopełniające stylizację.
Konstrukcja in-mold, deklarowane 260 g, dziewięć otworów wentylacyjnych, norma bezpieczeństwa CE EN 1078. Na głowie bardzo lekki — po godzinie zapominałem, że go mam. Wentylacja jak na kask o opływowej sylwetce jest zaskakująco dobra, a opaska z pokrętłem pozwala dopiąć go precyzyjnie. Wygląda świetnie i dobrze siada z resztą kompletu. Dwie informacje na chłodno: „aero" odnosi się tu do kształtu skorupy (producent nie podaje danych z tunelu), a w tej wersji nie ma systemu rotacyjnego MIPS — jeśli akurat na nim Wam zależy, sprawdźcie to przed zakupem.

Jednoczęściowa soczewka bez dolnej ramki daje szerokie pole widzenia, do tego polaryzacja, filtr UV400, regulowany nosek i doginane zauszniki oraz dwa etui (twarde i miękkie). Jak na 180 zł wyposażenie jest hojne, a okulary lekkie i pewnie trzymające się na twarzy. Soczewka jest w kategorii 3 i stała — w pełnym słońcu, którego w czerwcu nie brakowało, sprawdza się znakomicie; na mocno pochmurną pogodę warto mieć jaśniejszą parę.
Uszyte z włoskiej tkaniny TEGEA, wyłącznie na płaskich szwach, z kompresją i silikonowym wykończeniem zamiast taśmy. W białej wersji ładnie dopełniają komplet z białymi butami. Są lekkie, szybko schną i nie zsuwają się, a po sześciu tygodniach i kilkunastu praniach trzymają fason. Skarpety również są produkowane w Polsce.
Po 1200 km mam jasny obraz, komu ten komplet polecę.
Kupuj, jeśli: jesteś aktywnie jeżdżącym amatorem albo wkręcasz się w szosę na poważnie, chcesz spójny, estetyczny komplet w jednym stylu i nie chcesz przepłacać za metkę. Szukasz konkretnego stosunku jakości do ceny, cenisz polską produkcję odzieży i lubisz, gdy w spodenkach i rękawiczkach siedzi rozpoznawalna wkładka Elastic Interface, a nie anonimowa pianka.
Miej na uwadze, że: to komplet stricte na ciepły sezon („powyżej 17°C"), więc na chłodne poranki dobierz rękaw i kamizelkę. Spodenki mają wyścigowy, mały krój — przymierz albo weź o numer większe.
Eyen Gain to dla mnie bardzo udana propozycja, która realnie miesza w segmencie „dobra jakość bez przepłacania". Rdzeń linii – koszulka, spodenki i rękawiczki – gra w lidze wyraźnie powyżej swojej ceny. Aero rękaw koszulki, mankiet rękawiczek bez rzepa i włoska wkładka Elastic Interface w dwóch elementach to rozwiązania, których naprawdę nie spodziewałem się w tym przedziale – a do tego wszystko trzy szyte w Polsce. Buty to solidny, sztywny i świetnie wentylowany flagowiec z pewnym systemem Atop. Dodatki – kask, okulary i skarpety – z sensem dopełniają stylizację.
Czy ubrałbym się w to na sezon? Tak, bez wahania, a rękawiczki i koszulka to dla mnie hity całego zestawienia.
Oceny końcowe (skala 1–10, moja subiektywna ocena po teście):
Ocena całej linii Gain – 8,5/10 — jeden z mocniejszych polskich kompletów od stóp do głów w tej cenie, z naprawdę dopracowaną częścią odzieżową.
Piotr to kolarz szosowy i gravelowy, startujący w amatorskich wyścigach. Ceni bezkompromisową jakość, spójny setup i twarde dane nad marketingowe obietnice. Codziennie dojeżdża rowerem do pracy — niezależnie od pogody — co daje mu unikalną perspektywę testera w realnych, a nie laboratoryjnych warunkach.
Imię: Piotr Firyn
Typ kolarstwa: szosa i gravel
Poziom zaawansowania: zaawansowany
Częstotliwość jazdy: codziennie (dojazdy) + treningi wg planu treningowego